Jeśli tak uznana marka, jak niemiecki Sennheiser wypuszcza na rynek nowe słuchawki bezprzewodowe, to po prostu trzeba się nimi zainteresować. HD 450BT zadebiutowały (wraz z modelem HD 350BT) na targach CES 2020 i zwróciły uwagę stylowym wyglądem oraz całkiem przystępną ceną. Co jeszcze oferują?
Konstrukcja
"Czterystapięćdziesiątki" to na dobrą sprawę HD 350BT z funkcją ANC i trybem przewodowym. Wykorzystano ten sam koncept wzorniczy, jedyne zmiany (można je określić jako kosmetyczne) wymusiła konieczność zastosowania dodatkowych mikrofonów oraz gniazda microjack 2,5mm. Darowano sobie nawet dodatkowy przycisk aktywujący funkcję redukcji szumów – zintegrowano go z głównym włącznikiem. Trzykrotne błyśnięcie diody LED w kolorze fioletowym informuje o włączeniu bądź wyłączeniu ANC.
Resztę przeniesiono toczka w toczkę z modelu HD 350BT, tj. regulację głośności, trójpozycyjny przełącznik sterujący odtwarzaczem/połączeniami, a także przycisk wywołujący asystenta głosowego (Siri, Google Assistant itp.) i gniazdo USB-C do ładowania baterii. Ta ostatnia zapewnia 30-godzinną pracę – identycznym wynikiem mogą się pochwalić HD 350BT, jednak "czterystapięćdziesiątki" przepracują ten czas z włączoną funkcją ANC. Jak łatwo się domyślić, ich akumulator jest dwa razy pojemniejszy (600mAh). Naładowanie baterii zajmuje tyle samo czasu, tj. ok. dwóch godzin.
Jeśli chodzi o komfort, to jest całkiem nieźle, choć może nieco doskwierać stosunkowo duży nacisk na uszy, zwłaszcza osobom noszącym okulary. Z drugiej strony już samo to i grube (wymienne) poduszki ze sprężystej gąbki całkiem skutecznie eliminują odgłosy zewnętrzne. A przecież jest jeszcze efektywnie działająca funkcja ANC, która przyda się w hałaśliwym środowisku miejskim.
Wyposażenie modelu HD 450BT jest lepsze niż HD 350BT – różnicę stanowi etui oraz kabel audio, który pozwala słuchać muzyki w trybie pasywnym (można wtedy włączyć ANC). Dopełnieniem akcesoriów jest kabel ładujący USB-C→USB-A i... darmowa aplikacja na smartfony Smart Control.
Jakość brzmienia
Najmocniejszym atutem HD 450BT, co jest zauważalne od pierwszych chwil odsłuchu, są soczyste niskie tony i niezła energia w całym paśmie. Bas ma nieodparty urok, aczkolwiek mniejsze znaczenie mają tu takie aspekty, jak wzorowa kontrola czy ekstremum w zakresie najniższych częstotliwości. Dość powiedzieć, że dół jest wystarczająco obszerny i aktywny, by zaangażować nie tylko umysł, ale i ciało. Słuchając np. nowej płyty Justina Biebera "Changes", zostaniemy silnie "pobudzeni motorycznie". Z takim repertuarem Sennheisery lubią się najbardziej, brzmienia r&b, pop, trap i soul brzmią na nich jakby bardziej autentycznie i szczerze niż np. jazz czy muzyka klasyczna.
Średnie tony zachowują dobrą czytelność na tle mięsistego basu. Nie są zbyt finezyjne, raczej po prostu sympatyczne. Określenie to jak ulał pasuje do brzmienia tego modelu i jednocześnie tłumaczy, dlaczego opisywanie go w kategoriach stricte audiofilskich nie ma większego sensu.
Najmocniejszym atutem HD 450BT, co jest zauważalne od pierwszych chwil odsłuchu, są soczyste niskie tony i niezła energia w całym paśmie.
Wysokie tony w HD 450BT są bardzo poprawne: oddają niezbędne szczegóły nagrań, nie bujając w obłokach, a jednocześnie nie atakując sybilantami. Nie psują przekazu nachalnością czy jaskrawością, nie drażnią szorstkością i nie kłują w uszy sztucznie podrasowanymi detalami. Ładnie uzupełniają średnicę i, podobnie jak w wielu innych słuchawkach Sennheisera, nie wychodzą przed szereg. Dlatego brzmienie odbieramy jako nieco przyciemnione, kładące nacisk na drugi skraj pasma, a zarazem cały czas przyjemne.
Podsumowanie
Choć nie są to słuchawki dla wymagającego audiofila, to jednak dostarczą frapujących wrażeń dźwiękowych. Grają soczystym, rytmicznym basem, angażując słuchacza w odbiór muzyki. Wróżę im udaną przyszłość, zwłaszcza że wyceniono je całkiem atrakcyjnie.